Chaos. Od tego zaczyna się każdy udany konwent. Nie inaczej było w piątek w pierwszych godzinach Coperniconu 2012, kiedy zjawiłem się na miejscu, by przejąć salę na atrakcje Star Wars od głównego koordynatora, ten zaproponował mi stoisko handlowe na korytarzu. Oczywiście sytuacja została sprawnie wyjaśniona. W tym roku impreza wróciła na starówkę, a głównym budynkiem było Collegium Maius, bardzo klimatyczny obiekt Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, co już na wstępie dodało prestiżu. Toruńskie Imperium podjęło się zorganizowania w tym roku bloku Star Wars. Po organizacji StarForce od razu doceniliśmy uroki bycia pośrodku hierarchii. Zamiast samemu głowić się kto, gdzie i kiedy ma przenieść zbędne w naszej sali stoły, gżdacze zrobili to za nas! Wypadało tylko przystroić salę naszymi nieśmiertelnymi banerami. Wysyłani po żyłkę, taśmę i sznurek gżdacze znikali jeden po drugim. Żeby oszczędzić trochę żyć zaimprowizowaliśmy sprzęt sami (Dragon, idź po taśmę!).

Kolejna niespodzianka czekała nas kiedy miała się zacząć pierwsza w naszym bloku prelekcja. Dowiedzieliśmy się, że rzutniki stoją w korku przed mostem, więc zaimprowizowaliśmy sprzęt sami (Dragon, idź po rzutnik!). Oczywiście były to drobne sprawy i generalnie współpraca z głównymi organizatorami odbyła bez zarzutów! Jako, że konwent odbywał się w Toruniu, jednymi z pierwszych, którzy stawili się do pomocy była dwójka Mandalorian, Aranea i Dinuirar, którzy przybyli z najdalszej dzielnicy Torunia, bo aż Bydgoszczy. Kilka godzin później do składu dołączyli Gajowy, Merr-sonn i Milo, co dało nam jak zawsze solidną reprezentację Manda’Yaim na imprezie. Organizowany przez nas program udało się wykonać w pełni. Możemy się pochwalić nawet tym, że prelekcja o stylach walki mieczem świetlnym prowadzona przez Dragona przyciągnęła więcej widzów, niż nawijający równolegle Staszek Mąderek!

Zaplanowane na sobotę troopowanie minęło nam w bardzo przyjemnej deszczowej atmosferze, co odkryłem dopiero oglądając zdjęcia kropli spływających po moim hełmie. Grupa osób w zbrojach została rozpoznana przez społeczeństwo jako mobilny punkt informacyjny dotyczący Coperniconu. Dużym zainteresowaniem cieszyła się zaproponowana przez nas atrakcja w formie tajemniczego urządzenia o nazwie Force Trainer, którego zadaniem jest badanie wrażliwości na Moc, poprzez umożliwianie unoszenia kulki za pomocą siły umysłu. Konkursy Bolka, prowadzone przez Rifa, Gajowego czy Mylesa, pozwoliły wygrać zwykłym śmiertelnikom, którzy wiedzieli coś nie coś o Star Wars, walutę konwentową, którą można było wymienić za dowolne nagrody w sklepiku konwentowym. Rozwiązanie to, zaczerpnięte zapewne z Pyrkonu, zadziałało na pewno Coperniconowi na plus.Świadczącym o naszym zdrowiu na ciele i umyśle punktem była wycieczka w nocy z soboty na niedziele pod prysznic na drugi koniec miasta. Skorzystaliśmy tu oczywiście z zielonego Opla Astry, który służy nam na większości imprez.

Konwent mimo kameralnej atmosfery uważam za bardzo udany, bo nie liczy się ilość, ale jakość. Pozostawił mi on wiele miłych wspomnień jak: bitwa kosmiczna z Dinuirarem w Starship Battles w piątek wieczór, mina Rifa kiedy się dowiedział, że łaziłem w zbroi osiem godzin w sobotę, wycieczka w tejże zbroi z Gajowym po pizzę i wiele innych. Copernicon może spokojnie liczyć na mój udział za rok!